piątek, 28 sierpnia 2015

159. 7 porad, o których warto pamiętać podczas podróży

Mimo, iż do rozpoczęcia roku akademickiego został jeszcze miesiąc, ja już muszę opuścić swój dom. Co za tym idzie, mam do pokonania kilkunastogodzinną trasę. Nie jest to proste, zwłaszcza dla osób, które mają chorobę lokomocyjną. Każdą podróż bardzo przeżywam i marzę o tym, by skończyła się, zanim się zaczęła. Naszła mnie dzisiaj ochota na podzielenie się z Wami moimi poradami, jak sprawić, by podróż nie skończyła się przykrymi niespodziankami i nadmiernym stresem. Zapraszam :)


1. Kup odpowiedni prowiant
Jeżeli podróż jest długa, niezbędne jest picie i jedzenie. Proponuję w tym czasie nie eksperymentować - wybierzmy to, co wiemy że nam smakuje i nie szkodzi naszemu organizmowi. Zrezygnujmy z napojów gazowanych, mogą powodować ból brzucha. Dla osób z chorobą lokomocyjną polecam wodę mineralną. Jest to jedyny napój, który nie powoduje u mnie mdłości.
Wiem, że jak źle się czujemy, nie jesteśmy w stanie nic zjeść, ale głodowanie nie jest rozwiązaniem. Osłabiamy nasz organizm, przez co czujemy się jeszcze gorzej.
Warto jest się zaopatrzyć w takie produkty, które wiemy, że podczas podróży się nie zepsują i nie będą brudzić bądź kruszyć.

2. Spakuj małą poduszkę
Nie, to nie żart. Na własnej skórze się przekonałam, że poduszka może być świetnym rozwiązaniem, zwłaszcza, kiedy planujemy podróż nocą. Dzięki niej możemy oprzeć się wygodnie o autobus, nie przejmując się ciągłym uderzaniem głową w szybę. W ostateczności, gdy nie znajdziemy miejsca w bagażu na ten element, można ją zastąpić zwijając bluzę w kłębek. Oczywiście, nie jest to to samo, ale "lepszy rydz niż nic" ;).

3. Rób krótkie przerwy
Siedzenie w jednej pozycji przez wiele godzin nie jest zdrowe. Jeżeli jedziecie samochodem, róbcie kilkuminutowe postoje co mniej więcej 2-3 godziny. Jeżeli jedziecie innym środkiem transportu, dostosujcie się do planu kierowców. Ważne jest, by w czasie tych przerw wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza i rozprostować kości.

4. W grupie raźniej!
Nic odkrywczego teraz nie napiszę, ale w grupie jedzie się lepiej! Jeżeli mamy chorobę lokomocyjną, to obecność drugiej osoby jest wręcz konieczna. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak daną podróż przeżyjesz. Gdy zrobi Ci się niedobrze lub słabo, od razu poinformuj towarzysza, przez co możliwa będzie szybka reakcja.
Warto też rozmawiać - pozwala to zapomnieć o bólu, nudzie i czas będzie płynął szybciej :)

5. Rozmień część pieniędzy
O tym, jak dwuzłotówki ratują życie nie muszę raczej wspominać. Niestety, większość toalet na trasie jest płatna, a brak monet może się źle skończyć. Ja najczęściej rozmieniam 10-20 złotych. Może wydawać się to dużo, ale wolę mieć więcej na zapas.

6. Znajdź sobie zajęcie...
Możesz w podróży zrobić wiele rzeczy - poczytać książkę bądź magazyn, pograć w gry na telefonie, posłuchać muzyki, fotografować krajobrazy, rozmyślać, zrobić listę do zrobienia, gdy już dotrzesz na miejsce. Każdy człowiek ma inny sposób na pozbycie się nudy. Niektórzy ten czas przeznaczają na poznanie nowych ludzi w autokarze (nawet słyszałam, jak ktoś podrywał dziewczynę :D).

7. ...albo zaśnij
Dla osób z chorobą lokomocyjną, możliwość zaśnięcia jest zbawieniem. Jeżeli jedzie ze mną mój chłopak i nie zamierza spać, zawsze śpię z głową na jego kolanach. Wtedy mną tak nie trzęsie, przez co znoszę zakręty lepiej. Gdy uda Wam się zasnąć, nawet nie zauważycie, jak szybko podróż się skończy.

A Wy jakie porady byście dali dla podróżujących?
Zapraszam również na:

wtorek, 25 sierpnia 2015

158. AA Shave & Care, Balsam do golenia 2 w 1 do częstego stosowania

Dzisiaj przyszedł czas na recenzję kolejnego kosmetyku, który kupiłam w osiedlowej drogerii w swoim mieście rodzinnym. Do golenia używam najczęściej pianek, uważam że tworzą idealny poślizg i są wydajne. Skuszona ceną (z 18 zł mogłam kupić ten produkt za 10 zł) postanowiłam zobaczyć, jak może się do tych zadań spisać balsam. Nigdy nie słyszałam o tym produkcie, na internecie jak widzę jest bardzo mało recenzji, więc nie wiem, czy to jakiś nowy produkt, czy jest ciężko dostępny. Czy różni się od zwykłego balsamu do ciała? Zapraszam na recenzję :)

Słowa producenta:
Balsam do golenia 2 w 1 to innowacja łącząca w sobie funkcjonalność dwóch produktów: ułatwiającego golenie i pielęgnującego skórę po goleniu. Ten hybrydowy balsam oszczędza czas, zapewniając bezpieczne golenie i pielęgnację skóry w tym samym momencie.
Łatwe golenie - balsam zmiękcza włoski i pozwala na płynne przesuwanie się ostrza maszynki, zmniejszając ryzyko wystąpienia podrażnień oraz mikrourazów.
Pielęgnacja - już w trakcie golenia składniki aktywne łagodzą, odżywiają i nawilżają, pozostawiając skórę w dobrej kondycji.
Masło shea aktywnie stymuluje procesy regeneracji i odbudowy naskórka, wspierając skórę poddawaną częstemu goleniu.


Skład:

Moja opinia:
Opakowanie wizualnie jest skromne i nierzucające się w oczy. Posiada pompkę, która może ucieszyć wiele osób, w tym mnie. Nie ma żadnych problemów z wydobyciem resztek kosmetyku. Zapach jest delikatny, nie pozostaje na skórze po goleniu.  Tak jak zaleca producent, używałam go zarówno na suchą, jak i wilgotną skórę. Jakie są moje odczucia? Obie metody dawały odpowiedni poślizg dla maszynki, nie zdarzyło mi się ani razu zaciąć przy użyciu tego kosmetyku. Nie zauważyłam nawilżenia, jestem zdania że produkt, który jest spłukiwany po minucie lub dwóch nie jest w stanie poradzić sobie ze suchą skórą. Ja takiej nie mam na szczęście, więc efekt był ok. Dlaczego więc się z nim rozstaję na zawsze? 
Będąc ciekawa wyników eksperymentu, postanowiłam na jedną nogę nałożyć ten produkt, a na drugą zwykły balsam, którego aktualnie używam i...efekt był taki sam. Doszłam więc do wniosku, że nie warto przepłacać i nawet dobry balsam za kilka złotych może stać się dobrym produktem do golenia.

Znałyście ten produkt? Lubicie kosmetyki kilka w jednym?
Zapraszam również na:

niedziela, 23 sierpnia 2015

157. Gdyby każdy był sobą, świat byłby ciekawszy

Porównywanie się z innymi i chęć wtopienia się w społeczeństwo towarzyszy nam każdego dnia. Idąc do pracy, szkoły bądź na spacer, zwróć uwagę na ludzi obok przechodzących. Co widzisz?
Każdy człowiek jest inny i jednocześnie taki sam. Są ubrani w podobne stonowane kolory, milczą a ich twarz nie wyraża żadnych emocji. Nikt nie chce się wychylać, a jak ktoś już to zrobi, zostanie potępiony. Żyjemy w pewnym schemacie, który trudno jest przeskoczyć.



Proces dostosowania się do danej grupy społecznej rozpoczyna się już w wieku szkolnym. Każdy z nas wie, jak stresujące było pójście do nowej szkoły. Tydzień przed rozpoczęciem roku rozmyślaliśmy, co zrobić, by w klasie WSZYSCY mnie polubili.
Dlaczego wszyscy? 
Dlaczego chcemy zyskać sympatię wszystkich?
Nie lepiej jest znaleźć kilka osób, które mają podobne charaktery i zainteresowania? Przy nich będziesz mógł być sobą. Nikt nie będzie Cię do niczego zmuszał. 


"Nie wiem ja­ki jes­tem, ale cier­pię, gdy mnie de­for­mują... Wbrew wszys­tkiemu chcę być sobą. - Witold Gombrowicz"

Wyobraźcie sobie, jaki piękny byłby świat, gdyby każdy bez skrępowania mógłby być taki, jaki się urodził:
  • Pan, który kocha muzykę i usłyszał swój ulubiony kawałek w sklepie, zacząłby ją nucić, a nawet śpiewać.
  • Pani, która śle uśmiech dla innych każdego ranka i życzy obcym osobom dobrego dnia, nie byłaby uznawana za nienormalną.
  • Młody chłopak, który uwielbia poznawać nowych ludzi, podchodziłby do przechodni i rozpoczynał rozmowę, nie bojąc się, że zostanie pobity lub ktoś zadzwoni po odpowiednie służby.
  • Dziecko, mając zajęcia, gdzie odbywa się burza mózgów, przedstawiłoby swój pomysł, nie obawiając się ośmieszenia i szeptów kolegów.

Mogę Wam jako przykład przedstawić krótko jedną z moich historii.
Interesuję się od dziecka kulturą japońską, słucham muzyki tego kraju i oglądam anime. Jak widzicie, na dzień dzisiejszy jestem z tego dumna, natomiast kiedyś było całkiem odwrotnie. Za moich czasów dzieciństwa takie osoby gnębiono i śmiano się, że ogląda chińskie bajeczki. Nie chciałam paść ofiarą rówieśników, więc ukrywałam swoje prawdziwe zainteresowania. Usunęłam ulubioną muzykę z odtwarzacza i zamieniłam na taką, jaką inni słuchali. Zmuszałam się do oglądania seriali i filmów, by móc wykazać się wiedzą i być "bezpieczna", gdy ktoś będzie miał wątpliwości. Nawet, jeśli nie było tego po mnie widać, bardzo cierpiałam. Robiłam wszystko, by być jak oni. Zaczęłam nienawidzić siebie, bo byłam tak odmienna. Małymi kroczkami niszczyli moją psychikę, doprowadzając do depresji.... 

"Ludzie pragną i z całych sił dążą do doskonałości.
Ja ta­ka być nie chcę.
Wiecie, co dla mnie jest najważniejsze?
by­cie sobą"

Podsumowując, nie zważajmy na opinię innych i róbmy to, co my uważamy za słuszne. Nikt za nas życia nie przeżyje. Większość ludzi, którzy krytykują Twoje postępowanie, nie potrafi się wyrwać ze schematu narzuconego nam w dzieciństwie.
Żyj tak, byś za kilkadziesiąt lat był dumny z tego wszystkiego, co zrobiłeś.

A jakie jest Wasze stanowisko na ten temat?
Zapraszam również na:

czwartek, 20 sierpnia 2015

156. Powrót do przeszłości: Tomb Raider I

           Czasami ludzie, którzy dowiadują się, że uwielbiam gry najpierw doznają wielkiego szoku, a potem zastanawiają się, jak to się mogło stać. Często zadawałam sobie te pytanie i doszłam do wniosku, że wpływ na to miało moje rodzeństwo. Jak wiecie lub nie, jestem z rodziny wielodzietnej, gdzie większość to chłopacy. Pewnie nie muszę tłumaczyć, jak czuła się w tym gronie pierwsza córka. A tam gdzie dużo chłopaków, to muszą być konsole i gry! Gdy miałam kilka lat, pozwalali mi tylko patrzeć jak się ścigają, strzelają do siebie, odkrywają skarby, lub rozwiązują zagadki, a dopiero 2 lata później mogłam sama spróbować. Jedną z pierwszych gier w jakie dane było mi zagrać to Tomb Raider. Jakie są moje wrażenia po 10 latach? 


Gra na świecie została wydana w 1996, czyli rok po moich urodzinach i jest pierwszą pozycją z całej serii. Z ciekawostek przeczytałam, że na początku główną postacią miał być mężczyzna na wzór Indiana Jones. Potem (ze względu na to, że nie chcieli mieć kłopotów) zmienili zdanie. Postać Lary Croft była pierwszą kobietą gatunku ludzkiego w grach komputerowych. Toczy ona walkę z różnymi przeciwnikami takimi jak: wilki, nietoperze, aligatory, niedźwiedzie, dinozaury, a także ludźmi. Jest to gra, w której wymaga się logicznego myślenia, by móc połączyć wszystkie fakty w jedną całość i odnaleźć przedmioty.
 Po oficjalnym wstępie przejdźmy do tego, jak przebiegała moja gra...


Gdy miałam kilka lat, miałam problem z przejściem pierwszej misji (ma ona ich 15). Dlaczego? Ponieważ byłam źle do niej nastawiona. Myślałam, że tak jak w innych grach, wszystko będzie mi podane na tacy. Tutaj natomiast trzeba się często skradać, przekładać bloki, włączać dźwignie w odpowiedniej kolejności, badać każdy skrawek mapy. Mówiąc w skrócie, wszystko było trzeba przemyśleć i ważne było kombinowanie. A z tym u mnie kiedyś było ciężko. Z perspektywy czasu było o wiele lepiej, jednak czasami zdarzało mi się usunąć grę obiecując sobie, że nigdy na nią nie spojrzę. Dlatego warto mieć w zasięgu ręki melisę ;). Grafika jak na ten czas jest naprawdę ładna, chociaż dostrzegłam kilka błędów np. niewidzialna dziura w podłodze.
Podsumowując, gra sprawiła mi wiele przyjemności, a głównie dlatego, że jestem wielką fanką przygód pięknej pani archeolog. Ukończyłam coś, czego nie byłam w stanie zrobić w dzieciństwie i mimo to, że jest to błaha sprawa, napawa mnie to dumą.


Słyszeliście coś o Larze Croft? A w jakie gry Wy graliście w dzieciństwie? 
Zapraszam również na:

czwartek, 13 sierpnia 2015

155. Kanały na Youtube, które uwielbiam #1

Witajcie na moim blogu!
Czy Wy też tak macie, że podczas tej fali upałów nie jesteście w stanie normalnie myśleć? Nie żebym narzekała, uwielbiam lato i jestem wdzięczna za taką pogodę, bo nareszcie moja skóra chwyciła troszkę słoneczka, z czego bardzo się cieszę. Jednak mój mózg jest gdzieś na Hawajach i nie ma mowy o jakimś konkretnym poście. Dlatego dzisiaj przedstawię Wam kilka kanałów na Youtube, które subskrybuję i które chcę szczerze Wam polecić. Zapraszam :)


G.F.Darwin
Kto teraz nie zna tego kanału hmmm? Ja ze wstydem muszę przyznać, że znalazłam ich dopiero wtedy, gdy gościnnie wystąpili w Zapytaj Beczkę Krzysztofa Gonciarza. Większość odcinków zastępczych mi się nie podobało, natomiast ten przebił wszystko. Gdy tylko znalazłam link do ich własnego kanału, to przepadłam. Obejrzałam wszystko i miałam ochotę na więcej. Wiele razy płakałam ze śmiechu a kawałek "Orki z Majorki" chodzi mi po głowie do dziś. Uwielbiam zarówno ich humor, grę aktorską jak i montaż. Wszystko jest dopracowane na ostatni guzik. Marzę, by takich kanałów na Youtube było więcej :)

 DailyBoogie
Jej kanału kosmetycznego nie śledzę, ale jej vlogi kocham. Widać, że nagrywanie ich sprawia jej dużą radość. Boogie jest zawsze uśmiechnięta, pełna energii i pozytywnego myślenia. Kocha zwierzęta, ma w swoim domu dwa małe pieski, które są przesłodkie. Kanał istnieje na Youtube już od roku, a filmików ma sporo, jednak dla mnie oglądanie ich wszystkich było mega przyjemnością. Z niecierpliwością czekam na każdy jej vlog.

 DailylifebyM
 Teraz dla odmiany trochę mniejszy kanał. Trafiłam do niej całkiem przypadkiem, wyświetliła mi się w polecanych dla mnie filmach. Na dzień dzisiejszy ma niecałe 600 subskrypcji, jednak według mnie zasługuje na więcej. Jej filmy zazwyczaj są dość długie, więc oglądam ją przy porannej herbatce. Cenię sobie ją za szczerość,chęci przekazania nam jak najwięcej odczuć związanych z danym kosmetykiem oraz systematyczność. Bardzo polubiłam jej serię, w której recenzuje maseczki w saszetkach. Polecam
Katarzyna Napiórkowska
W tym kanale jestem zakochana po wsze czasy ♥. Jej filmy to istne dzieło sztuki. Wszystko jest takie estetyczne i idealnie zmontowane. Widać, że podchodzi do Youtube profesjonalnie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to to, że rzadko wstawia filmiki. Jednak jak to powiedziała w ostatnim live, woli nagrywać rzadziej, ale być w pełni zadowolona ze swoich efektów. 
GlamPaula
Znałam ten kanał już od dawna, natomiast dopiero teraz zdecydowałam się ją subskrybować. Dla niektórych może wydawać się bardzo dziecinna, mnie natomiast jej charakter urzekł. Lubię osoby, które potrafią się cieszyć z drobnych rzeczy. Wiele osób (w tym ja) uważało ją na pierwszy rzut oka za nieprzyjemną osobę, ale z biegiem czasu zmieniłam o niej zdanie :). Chciałabym ją kiedyś spotkać na żywo i choć chwilę porozmawiać. 


Oglądacie któryś z podanych przeze mnie kanałów? A jakie Wy kanały uwielbiacie?
Zapraszam również na:
 

niedziela, 9 sierpnia 2015

154. Małe nowości kosmetyczne z lipca

Miałam podczas wakacyjnego pobytu nie kupować nic z kosmetyków, ale przechodząc obok osiedlowej drogerii nie mogłam się powstrzymać. To nic, że w mieszkaniu jest jeszcze milion produktów do zużycia. To nic, że miałam nie przeciążać bagażu. Jak mogłam w taki sposób poprawić sobie humor, to czemu nie :).


1.SilkyFoot, Skarpety nawilżające - jak pisałam w poprzednim poście, dbanie o stopy produktami w formie skarpetek bardzo mi się spodobało, więc kupiłam kolejną parę. Tym razem skupiłam się na nawilżeniu. O tej firmie w internecie jest bardzo mało informacji, przez co produkt jeszcze bardziej mnie ciekawi. Chcecie recenzje? :)

2. Oceanic, AA Shave & Care, Balsam do golenia 2 w 1 do częstego stosowania - nigdy nie widziałam tego produktu i mówiąc szczerze, nie miałam go w planach. Jednak zerknęłam na dział z wyprzedażą i był on przeceniony z 18 zł na 9 zł, więc się skusiłam. Kilka razy go już używałam i mam mieszane uczucia. Niby golenie jest łatwiejsze, ale mam wrażenie, że taki sam efekt uzyskam używając jakiegokolwiek balsamu. Jeszcze trochę go przetestuję i dam znać.

3. Ziaja, Intensywna Pielęgnacja Włosów, Szampon + odżywka `Redukcja łupieżu czarna rzepa` - maska wygładzająca z Ziaji dobrze się u mnie sprawdza, więc chcę dać szansę innym produktom do włosów z tej firmy. Za taki zestaw zapłaciłam 6 zł.


4. Marion, SPA, Głęboko oczyszczająca maska na twarz - oceniając stan mojej skóry stwierdziłam, że wymaga ona oczyszczenia. Planowałam kupić tylko maseczkę z Ziaji, ale ta stała obok i wołała, bym ją wypróbowała. Mam nadzieję, że się sprawdzi.

5. Lirene Dermoprogram, Peeling drobnoziarnisty oczyszczający z wyciągiem z lotosu i lilii wodnej - zawsze przed użyciem maseczek stosuję peeling. Nie chciałam kupować nic w tubce, bo w mieszkaniu czeka na mnie wielkie opakowanie peelingu z Sorayi. Użyłam raz i jest dobry, jednak bez rewelacji.

6. Ziaja, Maska oczyszczająca kaolinowa z glinką szarą - kocham tę maseczkę za to, że po niej skóra jest świetnie wygładzona i oczyszczona. Tym razem również mnie nie zawiodła. Kiedyś troszkę przeszkadzał mi jej zapach, teraz już go nawet nie czuję. Polecam!



A wy co ostatnio kupiłyście? :)
Zapraszam również na:

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

153. Purederm, Złuszczająca maska do stóp

Witajcie. Gdy nadchodzi lato, to coraz chętniej odkrywamy stopy nakładając lżejsze obuwie. Warto więc zadbać o to, by były one gładkie i zadbane. Od zawsze stosowałam kremy, pumeksy, bądź peelingi. Natomiast o skarpetkach złuszczających dowiedziałam się, gdy zaczęłam czytać blogi kosmetyczne. Widziałam różne opinie - zarówno pozytywne, jak i negatywne. Przy ostatniej promocji kosmetycznej w Biedronce, widząc je w atrakcyjnej cenie, postanowiłam spróbować. Czy sprawiła, że moje stopy wyglądają jak nowe? A może w ogóle nie zadziałała?


Słowa producenta:
Purederm Botanical Choice Exfoliating Foot Mask jest regenerującą oraz złuszczającą maską przeznaczoną do pielęgnacji stóp w postaci specjalnych skarpet. Usuwa wszelkie zrogowacenia w krótkim czasie oraz wygładza nogi w przeciągu 2 tygodni. Papaja, cytryna, jabłko, pomarańcza i inne naturalne ekstrakty roślinne usuwają odciski i zrogowacenia, a ekstrakt z rumianku koi świeżo złuszczoną i odnowioną skórę.


Skład:
Alcohol, Water (Aqua), Propylene Glycol, Lactic Acid, Isopropyl Alcohol, Urea, Glycolic Acid, Betaine, Anthemis Nobills Flower Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Triclosan, Salicylic Acid, Menthol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Fragnance(Parfum).

Moja opinia:
Zacznijmy od aplikacji, która jest bardzo prosta. Wystarczy rozciąć skarpetki w oznaczonym miejscu i nałożyć je na 60-90 minut. Może się to wydawać dosyć dużo, jednak dla mnie jest to dobra opcja, gdy robię sobie domowe spa. Po upływie czasu opłukujemy stopy z pozostałości substancji. Co się wydarzyło? Przez pierwsze 4 dni  nie widziałam żadnego efektu. Bałam się, że produkt okaże się bublem. Proces złuszczania zaczął się 5 dnia. Ja i mój chłopak byliśmy w niezłym szoku. Skóra schodziła mi ze stóp dosłownie płatami. Śmialiśmy się, że efekt jest podobny do zrzucania skóry przez węża. Tego dnia proces skupił się na całych stopach, z wyjątkiem pięt i palców. Tymi partiami zajął się 8 dnia. Maska nie poradziła sobie do końca z grubą skórą na piętach, ale mimo to bardzo ją polubiłam. Myślę, że będę do niej wracać nie raz. Skóra do dziś (zabieg wykonywałam 3 tygodnie temu) jest gładka. Efektem zachwyciła się również moja mama, która powiedziała, że jak tylko je znajdzie to wypróbuje :). Kupiłam ją w Biedronce za 14 zł.


A Wy jak dbacie o stopy? Używałyście tego produktu?
Zapraszam również na: