środa, 27 listopada 2013

34. Usprawiedliwienie z powodu...

Moja tygodniowa nieobecność jest i będzie spowodowana maturami próbnymi. Postaram się już w piątek coś napisać :)


Jakie macie wspomnienia odnośnie matur? Z czego zdawaliście? Jak Wam poszło? Przygotowywaliście się? Chętnie poczytam jak teraz cała ta sprawa wygląda :*

sobota, 23 listopada 2013

33. The Jelly Bean - co to jest i co o tym sądzę?

Między nauką znalazłam troszkę czasu by coś tu naskrobać. Tak się złożyło, że dzisiejszy post nie będzie kosmetyczny a....słodki. Jak już zauważyłyście w poprzednim wpisie, w Rossmannie zaopatrzyłam się w zabawne fasolki o nazwie Jelly Bean. Tak, mi też się głównie kojarzy to z Harrym Potterem. Może wielką fanką tej sagi nie jestem, ale posiadam wszystkie książki i były czytanie nie raz. Kupiłam to z ciekawości oraz pewna youtuberka bardzo te słodkości chwaliła. Podeszłam do tego z dystansem i pozwoliłam sobie wciągnąć rodzinę do "testowania"

Na początku powiem, że te fasolki są bardzo ciężko dostępne w Polsce. Jednak możemy się w nie zaopatrzyć w dobrych Rossmannach oraz Empikach. Jak widzicie w tym pudełeczku mieści się aż 36 różnych smaków. Takie pudełeczko kosztowało mnie 5 zł. Czy to dużo? Powiem tak: raz na jakiś czas to nie jest produkt drogi, jednak by regularnie je jeść... no, ja bym się nie pokusiła. Według mnie są połączeniem żelek z gumami rozpuszczalnymi. Tak, takie pierwsze było moje skojarzenie. Moja zabawa z domownikami polegała na tym że losowałam im 3 fasolki, a oni mieli zgadnąć smak. Jesteście gotowi by poznać wyniki? Proszę bardzo :)
Ja: z trzech fasolek odgadłam smaki dwóch, dla mnie są charakterystyczne jednak w ostatnim spudłowałam. Dlaczego? Trafiłam na smak "Pina Colada" a nie miałam pojęcia co to jest. Okazało się że tak się nazywa napój alkoholowy z dodatkiem ananasu i bodajże śmietanki.
My sister: Jej jakiekolwiek testy idą koszmarnie, więc wiele ucierpiałam by ją wkręcić w zabawę. W jej przypadku to bardzo dziwne bo ona wyczuwała smaki, które nie mają nic ze sobą wspólnego np. dostała smak cytryno limonkowy a ona stwierdziła że czuje banana. Jej test zakończył się przetestowaniem lukrecji - to odgadła i żałowała że to zjadła :P
Dwaj bracia: Im poszło łatwiej niż mojej siostrze, obaj zgadli 2 smaki na 3. Mimo że jeden z nich pomylił się odrobinkę, drugi (9-letni) wywnioskował że czuje mięte, gdy w rzeczywistości był to kokos. Dziwne...
Miałyście te cukierki? Wiedziałyście o ich istnieniu? Zapraszam do komentowania :)

piątek, 22 listopada 2013

32. -40% w Rossmannie na produkty do makijażu ♥

Dzisiaj post, który na pewno jest jednym z najpopularniejszych na blogach a mianowicie relacja z wizyty w Rossmannie. Postanowiłam że oprócz pokazania Wam co kupiłam, w kilku zdaniach opisze cały przebieg pobytu w tej drogerii.

Zaczynajmy...

Gdyby nie wizaż, mało kto by wiedział o tej promocji. Rossmann trzymał nas w niepewności aż do dzisiejszego dnia. Teraz jest tak pełno bannerów w internecie, że ciężko jest tego nie zauważyć. Mimo brzydkiej pogody, postanowiłam jednak pójść. Dziękuję od razu chłopakowi który namówił mnie, bym poszła pierwszego dnia, bo to co mówił w pewnym sensie się spełniło. Na początku chciałam kupić suchy szampon z Isany (obejmuje go inna promocja) ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Dopiero jak stałam przy kasie, zauważyłam je w skrzyniach produktów do włosów, które nie były jeszcze na półkach. Potem szybko poleciałam na kolorówkę, nie będąc przekonana czy ta promocja mój Rossmann obejmuje, bo nie było żadnych naklejek, plakatów. Gdy doszłam do działu makijażowego... To zaczęła się zabawa. Pełno kobiet macająca produkty, usłyszałam rozmowę jakiejś pani z pracownikiem i ona polecała zakup bazy silikonowej z Wibo (dodała kilka jej koleżanek z pracy już schowało pare sztuk, by móc je kupić).  Lakiery piaskowe bardzo szybko zniknęły, trafiłam na prawie ostatni egzemplarz. Pewna nastolatka otwierala eyeliniery bo chciała zobaczyć kolor i pędzelek (nie było testerów więc macała produkty do sprzedaży). Mimo tego drogeria się przygotowała i było mnóstwo testerów. Pominę fakt, że ochroniarz cały czas stał przy objętych promocją produktach. Szafy już wtedy były puste, więc zbytnio nie zaszalałam (ale to i dobrze bo i tak przy kasie był szok).

Przejdźmy do tego co kupiłam:
1. Miss Sporty, Turbo Dry Top Coat - 4,79 zł
2. Jelly Bean - cukierki (4,99 zł; nie obejmuje żadna promocja - chciałabym o nich zrobić wpis, ale byłam tak ciekawska że już pewną część ich zjadłam)
3. Wibo, Profesjonalny zestaw korektorów - 7,79 zł
4. Rimmel, 60 secund kolor 619 -5,99 zł
5. Wibo, WOW sand effect kolor 4 - 4,19 zł
6. Eveline, odżywka do paznokci 8 w 1 (8,39 zł; z promocyjnej gazetki)
7. Miss Sporty, Perfect Color Lipstick kolor 052 Peachy kiss - 5,99 zł
8. Wibo, eyelinier - 4,39 zł
9. Miss Sporty, Lasting Colour maxi brush kolor 490 - 3,89 zł



A Wy coś kupiłyście? :)

sobota, 16 listopada 2013

31. BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu

Hej,
witam wszystkich po dość długiej nieobecności. Czym była spowodowana? No, oczywiście...SZKOŁA. Jednak to nie wszystko. Zdrowie mi podupada i muszę iść do dwóch lekarzy. Nienawidzę wizyt u nich, a zwłaszcza że nie leczę się prywatnie brrr...
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kosmetyku, o którym już pewnie każda słyszała. Przyznam szczerze, że tym płynem zainteresowałam się dopiero wtedy, gdy zaczęła na internecie pojawiać się informacja, że ma on zostać wycofany. Jakie jest moje wrażenie? Przeczytajcie w dalszej części wpisu :)

Słowa producenta:
Płyn micelarny delikatnie oczyszcza wrażliwą skórę twarzy oraz oczu z makijażu, także wodoodpornego oraz zanieczyszczeń. Pełni funkcję toniku, działa łagodząco i odświeżająco. Przywraca komfort czystej skóry bez pozostawienia uczucia ściągnięcia. 
Oczyszczające micele - zapewniają wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka.
Ekstrakt z malwy - działa nawilżająco, zmniejsza nadwrażliwość skóry.
D-panthenol - działa przeciwpodrażnieniowo.

Moja opinia:
Na początku chciałabym stwierdzić, że jest to prawdopodobnie najtańszy płyn micelarny dostępny na rynku kosmetycznym. Teraz rzadziej go można dostać w Biedronce, ale to nie jest tak że przestał być sprzedawany. Produkt jest zamknięty w bardzo ładnym opakowaniu, a bardzo przemyślany "otwór" pozwala nam na dozowanie odpowiedniej ilości kosmetyku. Zapach jest delikatny, należy do przyjemnych. Produkt bardzo się pieni, co może być troszeczkę nieprzyjemne. Przyznam Wam szczerze, że moje pierwsze podejście do niego nie było pozytywne. Zastanawiałam się, dlaczego jest takim fenomenem w internecie. Jednak postanowiłam mu dać kolejną szansę i stał się moim ulubieńcem. Z łatwością zmywa cały makijaż, radzi sobie z łatwością ze wszystkim. Do tego używany jako tonik przyjemnie oczyszcza, odświeża i tonizuje skórę. Proces demakijażu trwa bardzo krótko, nie musimy mocno trzeć oczu czy skóry twarzy.  Jest to mój pierwszy płyn micelarny i mam nadzieję że go dostanę jeszcze w Biedronce, bo go uwielbiam :)

Dawno mnie tu nie było, więc z chęcią poczytam co tam u Was. Zapraszam :)

wtorek, 5 listopada 2013

30. Stwórz miłą atmosferę na swoim Bloggerze: krok 1

Hej :)
Ostatnio z nudów postanowiłam przeglądnąć, jakie blogi obserwuję. Brzmi ironicznie? To prawda, jednakże warto sobie raz na jakiś sprawdzić naszą listę czytelniczą. Dlaczego? Powód jest bardzo prosty, odniosę się do swojego przykładu. Nie wiadomo z jakich przyczyn Blogger nie usuwa Twojej obserwacji nawet, gdy blog zostaje usunięty. To sprawia że jest na liście czytelniczej dalej ten blog, mimo że użytkownik nie istnieje od kilku miesięcy. Przejrzałam wszystkie blogi i wiele też zostało bez postów, co też skłania nas do tego, że autorka prawdopodobnie się wycofała. Jedno mnie zszokowało i jeżeli wiecie o co w tym chodzi, byłabym wdzięczna. Kilka blogów na mojej małej liście były całkowicie zmienione tzn. został wprowadzony nowy język, autor i piszą o tym samym. Czyżby włamanie? Pewnie mój opis jest niekompletny i pewnie nie zrozumiecie tego zjawiska. Jestem typową kobietą...trzeba się domyślać co mam na myśli :D
Dojście do całkowitej listy blogów, jakie obserwujemy jest bardzo proste. Wystarczy tylko:
Tak, pochwalę się że siedzę na GG i piszę z moim chłopakiem :D Po moim małym "sprzątaniu" z blogów 110 zrobiło się 81. Wtedy zdałam sobie sprawę, że będę raz na kilka miesięcy tutaj zaglądać.
Uwaga: Jeżeli autorki blogów, którego nazwy zostały tutaj przypadkiem ukazane, nie życzą sobie tego, proszę o napisanie do mnie w komentarzu. Wtedy zdjęcie zostanie zmienione, bądź usunięte.

Wracam do nauki z matematyki, trzymajcie za mnie kciuki ;*

sobota, 2 listopada 2013

29. Eveline Cosmetics, Matujący krem BB 8 w 1

Witam ponownie,
dzisiaj postanowiłam wstawić kolejną recenzję. Pewnie sporo się teraz ich pojawi, bo mam taką nagłą wenę na opisywanie produktów. Ten produkt również kupiłam na -40% w Rossmannie, ponieważ wtedy ten krem BB robił furorę w internecie. Zadowolona z tego, że wszyscy pisali że ten kolor jest bardzo jasny i powinien każdemu przypasować, postanowiłam zaryzykować. Czy to mój krem idealny? Przekonajmy się :)

Słowa producenta:

Przeznaczony do cery tłustej i mieszanej. Ultralekka, beztłuszczowa formuła z FAST MATT COMPLEX™ idealnie wtapia się w cerę, nie zatyka porów, pozwala skórze oddychać. Krem łatwo i równomiernie rozprowadza się na skórze, zapewniając jej natychmiastowy efekt FAST MATT BABY FACE™ - perfekcyjnie matowej, doskonale wygładzonej skóry i długotrwale zapobiega błyszczeniu się. Odżywcza formuła z bioHYALURON COMPLEX™, koktajlem witamin (A, E, F) i proteinami jedwabiu intensywnie i długotrwale nawilża, rozświetla i wygładza cerę. Pigmenty mineralne wyrównują koloryt skóry, maskują niedoskonałości i przebarwienia. Kolagen zapewnia skórze jędrność, gładkość i elastyczność. Faktor SPF 15 doskonale chroni skórę przed promieniowaniem UVA/UVB i wolnymi rodnikami.
Krem niweluje oznaki zmęczenia oraz chroni przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Po zastosowaniu kremu skóra wygląda na wypoczętą i promienną, a cera zyskuje aksamitnie matowy wygląd, gładkość i ujednolicony koloryt.
Błyskawiczny efekt 8 w 1:
- długotrwale i skutecznie matuje 
- zmniejsza widoczność porów
- wyrównuje koloryt cery 
- pokrywa zaczerwienienia i niedoskonałości 
- intensywnie nawilża 24h
- wygładza i rozświetla
- redukuje oznaki zmęczenia 
- SPF 15 chroni przed UVA/UVB

Moja opinia:
Cena jest kusząca, ponieważ jest jednym z najtańszych dostępnych na rynku kremów BB. Wobec polskich kremów wiele jest kontrowersji, ponieważ inni twierdzą że firmy przywłaszczyły nazwę od azjatyckich kremów, nie wiedząc jakie jest ich przesłanie. Jednak firma Eveline pisze na swojej stronie, że nazwa nie odnosi się do pierwotnie znanych kremów. Dostępność jest według mnie łatwa, znajdziemy ją w każdym Rossmannie oraz w drogeriach, gdzie jest szafa Eveline. Nie wiem czy mam aż tak białą cerę, jednak ten krem jest odrobinę dla mnie za ciemny. Muszę więc uważać z jego nakładaniem by nie zrobić sobie efektu maski.  Rozprowadza się przyjemnie, bez żadnych problemów. Opakowanie jest bardzo ładne, można wydobyć z niego każdą kropelkę kremu ale czasami lubi się trochę wylewać (jak na załączonym obrazku). Krycie według mnie jest dobre, ale nie spodziewajmy się całkowitego zakrycia wszystkiego, ponieważ nie jest to podkład, a krem z pigmentami. Kryje zaczerwienienia i mniejsze krostki, jednak z wielkim trądzikiem sobie nie poradzi. Skóra od razu po zastosowaniu kosmetyku jest matowa i gładka.  Pory są mniej widoczne. Może i lekko nawilża, ale na pewno nie można stwierdzić że intensywnie. Jeżeli ktoś ma skórę mieszaną  i ma jakąś część twarzy suchą, radziłabym użyć kremu nawilżającego, bo ten krem BB może nie być wystarczający. Długo utrzymuje się na skórze.

Bardzo polubiłam ten krem, pewnie będę do niego wracać jednak będę szukała czegoś jaśniejszego. Może wy znacie jakieś podkłady/kremy BB/pudry które by były jaśniejsze od tego produktu? Chętnie przeczytam Wasze komentarze i odpowiem na Wasze pytania :)

piątek, 1 listopada 2013

28. Rival de Loop, maseczka Peel-Off z ekstraktem z aloesu i rumianku

Hej Kochani :*
Postanowiłam dzisiaj coś naskrobać, mimo ze bardzo mnie rozkłada choróbsko.
Wracając do tematu wpisu: Maseczkę kupiłam, gdy w Rossmanie było -40% na kolorówkę i pielęgnację twarzy. Dopiero w domu zauważyłam że to jest maseczka, którą się odrywa z twarzy. Nigdy takiej nie miałam, dlatego wzbudziła u mnie wielką ciekawość. Jak się sprawiła? Przeczytajcie w dalszej części postu :)

Słowa producenta:
Maseczka głęboko oczyszcza pory, nadając skórze gładki jedwabisty wygląd. Aloes zapewnia nawilżenie, zaś rumianek działa łagodząco. Jedno opakowanie składa się z dwóch saszetek.

Skład:
Skład: Aqua, Alcohol Denat., Polyvinyl Alcohol, Glycerin, Polyglyceryl-10 Laurate, Aloe Barbadensis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Bisabolol, Butylene Glycol, Parfum, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.

Moja opinia:
Cena tego produktu jest na granicy 1,50 zł. Ja zapłaciłam za nią w promocji grosze. Mamy dwie saszetki po 8 ml. Taka ilość starczy na 3-4 razy, w zależności od tego jak wiele jej nakładamy. Konsystencja jest gęsta, nie spływa z twarzy jednakże jest klejąca, co może niektórych, delikatnie mówiąc, zirytować. Trzeba szybko nakładać na twarz, ponieważ potem ciężko się rozsmarowuje. Wydobywa się dość znacząca nuta alkoholu, co powoduje łzawienie oczu, jednak byłam w stanie się do tego przyzwyczaić.  Zapach szybko się ulatnia. Po 15 minutach zastyga nam w płat, który odrywamy. Tu zaczynają się schody: jeżeli maseczka została dobrze rozprowadzona, zdejmowanie z twarzy nie będzie kłopotem, a jeżeli nie, no to trochę będzie zabawy. Radziłabym unikanie nakładania jej w okolicach oczu, brwi i włosów bo wyrwanie resztek będzie męczące. Efekty: Buzia jest niesamowicie oczyszczona, matowa oraz gładka. Krostki wydają się być mniejsze i złagodzone. Efekt jednak nie jest długotrwały ale uważam, że jeżeli będziemy używać go regularnie, da pozytywne efekty (chociaż trochę obawiam się alkoholu). Z chęcią będę wracać do tej maseczki :)